Okres jest obrzydliwy – przestańmy o nim mówić!

Okres jest obrzydliwy – przestańmy o nim mówić!

Wałkowany jak ciasto temat, w którym porusza się nieodłączny element dojrzewania u kobiet. Chyba jednak wałkowany zbyt mało, skoro hasło „okres jak to wygląda” jest na drugim miejscu w wyszukiwanych informacji w Google dotyczących tematów menstruacji. Dlaczego wstydzimy się miesiączki i wciąż jest uznawana za temat tabu? Dlaczego nie potrafimy o niej swobodnie rozmawiać? Dlaczego dziewczynki próbują przyklejać podpaskę do pochwy, a nie na bieliznę? Przeczytaj, dlaczego okres jest obrzydliwy, a nie powinien być!

Do tego wpisu zainspirował mnie artykuł na hellozdrowie.pl, jak i sama dyskusja pod postem, w którą się włączyłam.

Wstyd! Przestań mówić o miesiączce

Nie rozumiem tego. Naprawdę, bo każda kobieta ma lub miała okres. Nie rozumiem, dlaczego wstydzisz się rozmawiać i nazywać rzeczy po imieniu. Menstruacja, okres, krew, podpaski, tampony to naturalna rzecz dla każdej z kobiet i tu naprawdę nie ma powodu do wstydu. Rozumiem, że możesz krępować się podczas rozmowy z facetem, to oczywiste jednak osobiście uważam, że okres nie powinien być powodem do wstydu przed płcią przeciwną. Dlaczego kobiety wstydzą się mówić o okresie? Myślę, że może to wynikać ze stereotypów i postrzegania okresu w rodzinie, jako wstydliwego elementu dojrzewania. Wstydzimy się, bo tak nas nauczono. Nie tylko w domu, bo w szkole podczas zajęć z wychowania do życia w rodzinie, czy na przyrodzie, klasy zawsze były dzielone na chłopców i dziewczynki podczas omawiania okresu dojrzewania. Dlatego uważam, że wstyd o okresie jest nabyty. Mówi się o nim jak o złu koniecznym.

Menstruacja co to? Gdzie przykleić podpaskę?

Skoro wciąż pojawiają się takie zapytania w wyszukiwarce jak „menstruacja co to„, to jestem skłonna uwierzyć w niedostateczną edukację seksualną w szkołach, czy nawet tą po stronie rodziców. Czytając artykuł na hellozdrowie.pl pojawia się stwierdzenie:

„Wiem o dziewczynkach, które próbowały przyklejać podpaskę do ciała, nie majtek” – mówi Katarzyna Banasiak, edukatorka seksualna

Nie będę tutaj podważać kompetencji Pani Banasiak, jednak naprawdę nie chcę mi się wierzyć, że mamy aż takie średniowiecze na temat menstruacji. Nastolatki są inteligentne i chętnie korzystają z Internetu w poszukiwaniu informacji z różnych dziedzin. Z drugiej jednak strony myślę, że to rodzice powinni wytłumaczyć nastolatce, jak używać podpasek, czy tamponów. Taka dygresja do powszechnej opinii wśród wielu rodziców – nie, tampony nie uszkadzają błony dziewiczej.

A co jeśli to prawda? Pozostaje mi tylko złapać się za głowę, w jakim świecie żyjemy. Za moich czasów jak dostałam pierwszą miesiączkę, to mama wręczyła mi podpaskę i wytłumaczyła jak ją „obsługiwać”. W szkole również uczono nas o podpaskach i różnicach między wkładką higieniczną. Czy nawet o aplikacji tamponów i o tym, jak dobrać rozmiar tamponu do obfitości okresu.

Miesiączka to nie choroba – nie migaj się od pracy!

Okres w pracy to temat rzeka i mogłabym zrobić osobny wpis na ten temat (nie wykluczam tego). Dzisiaj jednak odniosę się do dyskusji na Facebooku. Pod postem na fb napisałam, że miałam tak silne bóle w pracy, że poprosiłam szefa o zastępstwo. Zaraz poleciał na mnie hejt, że migam się od pracy. Ten hejt był od kobiety i to jest obrzydliwe! Nie okres jest obrzydliwy, a to, że nawet w sprawie menstruacji kobieta, kobiecie jest wilkiem.

Ból podczas okresu jest tak nasilony, że nie pomagają żadne medykamenty. Czasami nawet Ketonal ledwo sobie radzi. Z takimi problemami boryka się bardzo dużo kobiet, ja również. Nie można mierzyć wszystkich jedną miarą. Jeśli Ty masz miesiączkę prawie bezbolesną, to każda kobieta tak ma. Nie, nie każda. Ból podczas okresu często prowadzi do omdlenia i osłabienia całego organizmu. Do tego dochodzą inne objawy takie jak bóle pleców, wymioty, czy biegunka. I nie wyobrażam sobie pracować w takim stanie. Z tego miejsca dziękuję wszystkim moim byłym pracodawcom, dla których okres nie był tematem tabu i mieli w sobie tyle empatii, że bez problemu znajdowali zastępstwo, dawali bezpłatny urlop, czy nawet przyjmowali L4.

Miesiączka w pracy to nie powód do wstydu i pracy w bólach

Kobieto nie wstydź się mówić o okresie, nie wstydź się powiedzieć: źle się czuję nie dam rady. Twój pracodawca, jeśli ma w sobie trochę empatii i rozumu, to będzie wiedział, że dla niektórych kobiet czas menstruacji jest okresem wycieńczenia i walki z bólem.

Obnażanie okresu – czyli krew na majtkach i podpaski z krwią w reklamach

Dla mnie nie ma tabu w życiu codziennym. Nie wstydzę się okresu i rozmów o nim. Jest naturalną częścią etapu dojrzewania u kobiet i powinno się o nim mówić głośno. Uważam jednak, że faktycznie pokazywanie zakrwawionych majtek, czy podpasek jest obrzydliwe. Może nie tyle obrzydliwe, co zbyt dosadne. I zgadzam się częściowo z cytatem z artykułu hellozdrowie.pl dotyczącego publikacji zakrwawionych majtek przez Kaya Sulczewska.

„Fuj, po co to pokazywać, po co o tym mówić, ja wiem, że to fizjologiczna sprawa, ale swoją kupę też byś pokazała?”

Mówić należy i to głośno! Zgadzam się jednak z porównaniem do kupy. Skoro nasze fekalia też są naturalne, to wstawmy zdjęcie obsranych majtek na Instagrama.

A Ty, jaki masz stosunek do okresu? Jest dla Ciebie powodem do wstydu, czy rozmawiasz o nim swobodnie? Podziel się w komentarzu.

Kler w fali krytyki – obnażone tabu czy fikcja?

Kler w fali krytyki – obnażone tabu czy fikcja?

Daleko mi do recenzji filmowych, chociaż filmów oglądam dużo. Jednakże nie raz pisałam o tematach tabu, takich jak anoreksja, czy pedofilia. Postanowiłam również napisać, co myślę o filmie Kler.

Kler Wojciecha Smarzowskiego to film, który dla wielu osób jest  kontrowersyjny, szokujący, a nawet niesmaczny. Porusza temat życia kościelnego, które odbywa się za zamkniętymi drzwiami bez wglądu dla wiernych. Obnaża kościelne tabu, chociaż według wielu widzów jest nad wyraz „nadmuchany” i przekoloryzowany. Według Pana Cejrowskiego film Kler to „plugastwa, które zrobi mi krzywdę”. Zadaję sobie jednak pytanie, jak można recenzować film, po primo nie oglądając go, secundo na podstawie opinii innych osób? Jednak do słów Pana Cejrowskiego wrócę później. Dlaczego Kler to nie jest film dla wszystkich?

Film Kler – prawda objawiona czy bujda na resorach?

Zapytałam kiedyś księdza na religii „Dlaczego w Polsce nie można znieść celibatu, przecież księża i tak mają dzieci na boku„. Ksiądz wypowiedział się jedynie o celibacie, o dzieciach ani nie zaprzeczył, ani też nie potwierdził.

Na wsi księdza po kolędzie wieziono na plebanię na pace samochodu, bo uchlał się jak świnia. Inny ksiądz w mieszkaniu obok popijał kielicha z sąsiadką. Kiedy prosisz o posługę, zawsze pada „co łaska”, po czym na stole ląduje magiczny cennik. To nie są rzeczy wyssane z palca, to się dzieje naprawdę. W filmie Kler niektóre sceny są zapewne nieodpowiednie szczególnie dla ludzi, którzy księży uważają za świętość. A pragnę jedynie nadmienić, że ksiądz to człowiek taki sam, jak każdy inny. Wybrał sobie zawód posługi Bogu i są księża, którzy tę drogę obrali z wewnętrznego powołania, ale są też tacy, dla których jest to jedynie wykonywanie zawodu. Wracając jednak do filmu. W moim mniemaniu film pokazuje to, czego wielu nie widzi albo nie chce widzieć.

Kler w fali krytyki – obnażone tabu

Wiele osób nie zgadza się z filmem (mają do tego pełne prawo), przecież nie chodzi o to, aby każdy klaskał i przytakiwał.
Jednak wydaje mi się, że ta fala krytyki wynika jedynie z faktu, że ktoś w końcu odważył się złamać kościelne tabu. Tym samym zaburzając idealną otoczkę wytworzoną wokół duchownych. Najczęściej można przeczytać, że to wrzucanie wszystkich księży do jednego wora. Mam wrażenie, że niektórzy zapominają, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Kto ma otwarty umysł, ten jest w stanie rozgraniczyć pewne rzeczy. Tylko ktoś o ograniczonym umyśle, poprze swoją krytykę argumentem „wrzucanie do jednego wora„. Logicznym jest, że to co przedstawia film Kler nie dotyczy wszystkich księży. Logicznym jest też to, że są to procenty w całej kościelnej rzeszy. I nie zgadzam się z opinią Pana Cejrowskiego:

Wysmażył taką kaszanę, proszę pana, ja tego nie chcę oglądać. Bo wyobraźmy sobie, że identyczny film, z identycznym scenariuszem, ten pan wypuszcza pod tytułem „Lekarze”. Byłaby masa protestów, że nie wszyscy lekarze są pijakami, nie wszyscy gwałcą na dyżurze pielęgniarki, nie wszyscy lecą wyłącznie na kasę, nie wszyscy biorą łapówki. Podpisywanie tej historii jednym tytułem byłoby nieuczciwe dla całej grupy zawodowej. To jest moja najkrótsza recenzja.

Dlaczego się nie zgadzam? Bo sądziłam, że ktoś taki jak Pan Cejrowski ma bardziej otwarty umysł. Dokonał porównania, odnosząc się do tytułu filmu i do recenzji innych osób – nie oglądając filmu. Chociaż muszę jednocześnie zaznaczyć, że w powyższym cytacie jest ziarno prawdy „NIE WSZYSCY” to jest słowo klucz i dziwi mnie zatem fakt, że w przypadku lekarzy Pan Cejrowski potrafi rozgraniczyć pewne aspekty, a w przypadku księży niestety już nie.

Film „Kler” zakazany w Ostrołęce Jedyne kino w mieście „Jantar”  nie wyświetliło filmu. Kino podległe jest prezydentowi miasta – teologa i byłego katechety, a także członka PIS. Przypadek? Nie sądzę.

Ja zakaz traktuję jednoznacznie. Jeśli coś ukrywasz i nie chcesz, aby to ujrzało światło dzienne – zakazujesz tego. Cenzura? Czyżbyśmy cofali się do PRL-u? A gdzie konstytucja i wolność słowa, i wolność twórczości artystycznej?

Dla mnie film Kler jest dobry, ale…

Nie rozumiem, wokół czego tyle szumu. To, co zostało pokazane w filmie było, jest i będzie się dziać, czy tego ktoś chce czy nie. Takie są realia. Realia, które są zamiatane pod dywan.

Uważam, że film jest wart obejrzenia, ale powinny go oglądać osoby o otwartym umyśle, które potrafią pewne rzeczy przyjmować z dystansem. Wiadomym jest, że nie dotyczy się to wszystkich księży. Film nie wywarł jednak na mnie ogromnego wrażenia (jakiego spodziewałam się po kilku recenzjach), ale niektóre sceny były takie, że wolałabym ich nie widzieć. Niemniej jednak warto również zwrócić uwagę na ukazany w filmie związek przyczynowo-skutkowy. Retrospekcje ukazujące traumę i krzywdę księży, idealnie obrazują powstałe późniejsze zaburzenia, dewiacje i skrzywienia – odnośnie do pedofilii. Dopiszę tu jednak, że NIE WSZYSCY skrzywdzeni, krzywdzą.

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi pod tym wpisem. Każdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania, ale w sposób kulturalny. 


Cytaty P. Wojciecha Cejrowskiego – źródło wp.pl
Neuromarketing  w biznesie? – Dagna Banaś gościnnie

Neuromarketing w biznesie? – Dagna Banaś gościnnie

Jeśli jeszcze nie spotkałeś się z pojęciem neuromarketingu, najwyższy czas nadrobić zaległości. Do niedawna marketerzy wykorzystywali do badań rynku jedynie takie narzędzia jak ankiety czy testy A/B. Pytali badanych, czy coś im się podoba i czy byliby skłonni to kupić. Swoje wnioski następnie opierali na tym, co powiedziały ankietowane osoby. Takie postępowanie prowadziło czasem do niekorzystnych efektów. Czyżby dlatego, że ankietowani kłamali?

Nie! Odpowiadali zgodnie z tym, co uważali za prawdziwe. Niestety to nie zawsze oznaczało, że odpowiadali zgodnie z prawdą.

Czy wiedza o tym, jak funkcjonuje ludzki mózg, może pomóc Ci w biznesie?

Czy świadome decyzje, są w 100% świadome?

Okazuje się bowiem, że ludzie zupełnie nie zdają sobie sprawy z wielu procesów, które zachodzą w ich głowach. Od momentu, w którym mózg podjął jakąś decyzję do momentu, w którym ten fakt dociera do naszej świadomości, mija czasem nawet 7 sekund! To oznacza, że uświadamiamy sobie, że podjęliśmy decyzję 7 sekund po fakcie. To znaczy również, że nie podejmujemy decyzji zupełnie świadomie. Dlatego odkąd zaczęto stosować urządzenia medyczne, (takie jak na przykład funkcjonalny rezonans magnetyczny) do badań nad tym, co się dzieje w mózgu, kiedy wystawiamy go na działanie bodźców marketingowych, mamy wgląd w to, co nasi klienci NAPRAWDĘ myślą.

Możemy ocenić, czy coś im się podoba, możemy ocenić czy na dany bodziec zareagują pozytywnie, możemy ocenić ich poziom uwagi, zaangażowania, a nawet… czytać w ich myślach! Naprawdę. Kiedy zidentyfikujemy wzorce przepływu krwi przez poszczególne obszary mózgu, podczas myślenia o konkretnych przedmiotach, możemy w ten sam sposób na podstawie tychże wzorców stwierdzić, o czym myśli w danym momencie badana osoba. Oczywiście to wszystko jest jeszcze na etapie badań i eksperymentów, na dodatek dotyczy na razie odczytywania wzorców dla prostych przedmiotów, takich jak krzesło, łyżka itd. Jednak brzmi dla niektórych jak science fiction.

Jak ta wiedza może pomóc Ci w biznesie?

Znając wnioski niektórych badań, możesz przygotować znacznie bardziej perswazyjną ofertę. Możesz uniknąć na przykład błędów podczas projektowania ulotki czy katalogu, które mogłyby sprawić, że klient zrezygnuje z zamówienia, bo na przykład cena wyda mu się za wysoka. Dzięki badaniom neuromarketingowym możesz odpowiednio dobrać kolory Twojej marki, zdjęcie do reklamy, które natychmiast przykuwa uwagę, a także czcionkę, która wspomaga Twój przekaz, zamiast go sabotować. Dlatego zachęcam Cię do pogłębiania wiedzy na temat neuromarketingu, ponieważ pozwoli Ci to zaoszczędzić sporo nerwów, a także pieniędzy w Twoim biznesie.


Autorką wpisu gościnnego jest Dagna Banaś

Anoreksja w szkołach – wywiad z Samantą Dryja-Zabielską

Anoreksja w szkołach – wywiad z Samantą Dryja-Zabielską

Edukacja ma znaczenie. Moim zdaniem anoreksja w szkołach to tabu. Nie wiem, czy nauczyciele boją się podejmować tak ciężki temat, czy po prostu nie wiedzą jak o tym rozmawiać. Za moich szkolnych czasów – kilkanaście lat temu, na żadnych zajęciach słowem nie wspomniano o tej chorobie.

CZYTAJ TAKŻE:

Anoreksja historie prawdziwe cz.1

Anoreksja cz.2 – wygrać życie

W sidłach anoreksji – wywiad z psychologiem

Myślę jednocześnie, że nie można całkowitą winą obarczać szkoły za brak kształcenia dzieci.
Rodzice też powinni być bardziej świadomi zagrożenia, ta choroba jest realna. – Samanta Dryja-Zabielska

Anoreksja w szkołach – czy o niej się rozmawia?

Dlaczego w szkołach poświęca się tak mało czasu na edukację w zakresie anoreksji i innych zaburzeń odżywiania? Z czego to może wynikać?

Samanta –
Przyczyn jest dużo. Taki stan rzeczy wynika przede wszystkim z podstawy programowej. O zaburzeniach tego typu mówi się głównie na lekcjach biologii, czasem na godzinie wychowawczej.

Polska szkoła nie jest jeszcze gotowa na problemy współczesnego świata.

Oczywiście są placówki, gdzie bardziej zwraca się uwagę na to z czym boryka się młodzież i w tym kierunku poczynane są pewne działania. Organizuje się prelekcje z psychologami i terapeutami pracującymi z osobami chorymi. Dobrym pretekstem do rozmowy na ten temat są lekcje języka polskiego.

Z raportu badań „Dydaktyka literatury i języka polskiego…” wynika, że uczniom brakuje lektur, które poruszałyby problemy okresu dojrzewania. Warto o tym pamiętać dobierając lektury dla gimnazjalistów oraz licealistów.

Stosunek zachorowania na anoreksję wśród młodzieży wynosi 15:1 (15 dziewczynki, 1 chłopcy).

wykres anoreksja w szkołach

Czy uważasz, że zwiększona świadomość uczniów i rodziców, pomogłaby zrozumieć problem i zmniejszyć ryzyko zachorowania na anoreksję ?

S – Wydaje mi się, że rozmowa na każdy trudny temat w pewien sposób go oswaja. Ale żeby lepiej zrozumieć i zmniejszyć ryzyko zachorowania na anoreksję, rozmowy nie wystarczą. Trzeba wspólnie podejmować działania, które uświadomią skalę problemu i przygotują do walki z nim. Rodzice muszą wiedzieć, że ich dziecko może cierpieć na takie zaburzenia odżywiania. Powinni zatem potrafić rozpoznać pierwsze sygnały i być przygotowani na rozmowę i właściwe wsparcie swojej pociechy.

Oczywiście zwiększona świadomość może w jakimś stopniu zmniejszyć ryzyko zachorowania na anoreksję lub całkowicie jej zapobiec. Trzeba jednak pamiętać, że tu ważne jest odpowiednie podejście rodzica. Otwartość i nie ocenianie swojego dorastającego dziecka.

Młody człowiek musi wiedzieć, że może na kimś polegać, bo najgorsze co może się stać w takiej sytuacji, to zamknięcie się w sobie.

Zarówno rodzice jak i nauczyciele w takim wypadku powinni być partnerami  dla dorastającej młodej osoby, u której istnieje ryzyko zachorowania na anoreksję.


Odpowiadała Samanta Dryja-Zabielska, pedagog i polonistka – Edukacja z pasją

W sidłach anoreksji – wywiad z psychologiem

W sidłach anoreksji – wywiad z psychologiem

Anoreksja to choroba psychiczna. Nieleczona wyniszcza organizm i psychikę człowieka. W skrajnych przypadkach może prowadzić do śmierci. Istnieją też osoby, którym całkowicie udało się opuścić sidła anoreksji. Na trudne pytania, znajdziecie odpowiedź prosto z gabinetu psychologa. Zapraszam do lektury.

CZYTAJ TAKŻE:

Anoreksja historie prawdziwe cz.1

Anoreksja cz.2 – wygrać życie

W sidłach anoreksji 

P – Czy anorektyczka, jest świadoma swojej choroby?

M – Nie odpowiem jednoznacznie na to pytanie. Bywa tak, że osoby cierpiące na anoreksję (przypominam, że dotyczy to także chłopców i mężczyzn) mają pozytywne skojarzenia z anoreksją i wręcz chcą zachorować. Chcą osiągnąć figurę ze swoich marzeń i wtedy jest pełna świadomość choroby. Chociaż często takie osoby nie do końca zdają sobie sprawę co, to tak naprawdę oznacza i jak ciężkie jest to zaburzenie.

Bywa jednak także tak, że zaczyna się od odchudzania, które w pewnym momencie idzie o ten jeden krok za daleko. Wtedy nie możemy jednoznacznie powiedzieć, że osoba chora na anoreksję była, czy też jest świadoma swojej choroby. Po prostu w pewnym momencie odchudzanie przeszło w chorobliwe odchudzanie, a ono w chorobę samą w sobie. Wtedy świadomość przychodzi dość późno.

P – W jakim stadium zaawansowania choroby, rodzina odkrywa problem? Dlaczego wcześniej jest go tak trudno zauważyć?

M – Anorektycy bardzo skutecznie ukrywają objawy swojej choroby. Często także jej zaprzeczają, przez co jest ona niezwykle trudna do zauważenia przez innych w początkowej fazie. Potem, chory jest już całkowicie podporządkowany zaburzeniu, jego dzień wypełnia anorektyczna rutyna, której już nie da się ukryć przed innymi. Jednak trzeba obserwować i wiedzieć, na co zwracać uwagę.

P – Czy konieczne jest leczenie szpitalne? (proces leczenia) 

M – To także zależy od stopnia zaawansowania choroby. W pewnych przypadkach konieczny jest szpital (przy wycieńczeniu organizmu) i pełna kontrola odżywiania. Natomiast często wystarczy terapia u psychoterapeuty. Jednak decyzje o tym podejmuje specjalista. Najczęściej najpierw jest to lekarz, potem kieruje się chorego na terapie.

Najważniejszy, ale i najtrudniejszy krok, to ten, by zdać sobie sprawę z tego, że ktoś jest chory. Przyznać się przed sobą, że ma się problem. Anoreksja jest chorobą długotrwałą i przewlekłą, wymaga długotrwałego leczenia i mogą zdarzać się jej nawroty. Jednak przy odpowiednim wsparciu, możliwe jest całkowite wyzdrowienie i powrót do normalnego funkcjonowania. Jak w przypadku każdej innej choroby, istotne jest szybkie wykrycie i rozpoczęcie terapii. Badania pokazują, że im krócej osoba cierpi na anoreksję, tym większa szansa na całkowite wyzdrowienie.

P – Jak rozmawiać z dzieckiem o anoreksji i zaprowadzić  je do psychologa?

M – Osoby cierpiące na anoreksję często zaprzeczają chorobie, dlatego bardzo trudno może być o niej rozmawiać. Zwłaszcza jeśli młody człowiek nie ma np. zaufania do rodziców – ciężko może być im do niego dotrzeć. Dlatego ważne jest, by spróbować zachęcić go do wizyty u psychologa.

Jak wspominałam wyżej, najważniejsze i najtrudniejsze to uświadomić sobie, że jest problem, z którym trzeba walczyć. To chory musi wykazać chęć leczenia. Musi być na to gotowy i otwarty na pomoc z zewnątrz. Na siłę niewiele da się zrobić. Ale warto wciąż zachęcać, mówić, że to dla jego dobra, że to tylko rozmowa, że chodzi o wsparcie. Możliwe, że takie argumenty przemówią do chorego i zgodzi się choćby na jedną wizytę u terapeuty. Taka wizyta może zaowocować terapią i wyleczeniem.

P – Dziękuję serdecznie Moniko, że poświęciłaś mi swój czas i zechciałaś odpowiedzieć na bardzo ważne pytania. Czy chcesz na koniec dodać coś od siebie?

Od siebie mogę dodać tylko tyle, by ze swoim dzieckiem przede wszystkim rozmawiać, a nie do niego mówić. By traktować go jak partnera, zwracać na niego uwagę, szanować i oczywiście kochać. Troska, otwartość, wzajemny szacunek, wsparcie w trudnych momentach i zaufanie. To coś, co pomoże uchronić młodego człowieka przed wieloma problemami.

Fundamenty miłości – oklepane bzdury, ale prawdziwe

Fundamenty miłości – oklepane bzdury, ale prawdziwe

Każdy z nas ma lepsze bądź gorsze doświadczenia w związkach. Jest bardziej bądź mniej doświadczony i zapewne nie raz został zraniony. Nie ma złotego środka na przetrwanie miłości, bo jest to zależne od zbyt wielu czynników. Głównym czynnikiem jesteśmy my sami i nie zawsze to, co sprawdzi się u jednego, pomoże drugiemu. Zajrzyjmy najpierw do tego, co jest ważne w związku dla mnie i dla wielu z Was zapewne także.

Szczerość buduje Zaufanie

 

Fundamenty miłości

Szczerość

„Im mniej wiesz tym lepiej śpisz”
„Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”

Znane powiedzenia, jednak jak one mają się do szczerości w związku? Bardzo dobrze, przecież szczerość to nie spowiedź a nasz parter nie musi zdawać nam relacji z każdego punktu dnia. Z dokładnością co do sekundy i informować nas o miejscach lepiej niż GPS.
O tyle ile szczerość w związku jest bardzo ważna, spowiedź zostawmy dla księdza. Bądźmy prawdomówni
i rozmawiajmy o uczuciach, problemach i tym, co nas gnębi. Bo pamiętajcie „kłamstwo ma zawsze krótkie nogi” a poza tym:

„Gdy mówisz prawdę, nie potrzebujesz sobie niczego przypominać „
– Mark Twain

Dążę do tego, że Szczerość buduje Zaufanie, kolejny fundament naszego związku. To niezwykle ważny
i szczególny punkt, biorąc pod uwagę, jak wiele z nas zawiodło się na innych i przestało ufać ludziom.

„Zaufanie raz stracone, to rzecz trudna do odbudowania”

Dlatego najlepszą rzeczą, jaką możemy uczynić dla naszego partnera, jest danie poczucia zaufania.
Jednak nie słowem, bo samo słowo nie wystarczy. Okażmy to gestem, zachowaniem, naszą całą osobą.
Oczywiście to działa w dwie strony, bo w związku chodzi o to, żeby starać się i budować wspólnie.

Rozmowa

” Czymże byłby związek bez rozmowy?- smutną egzystencją dwojga ludzi”

Zrozumienie

Buduje w nas świadomość, że nikt nie jest idealny. Akceptujemy zarówno wady, jak i zalety partnera. Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami i idealni, życie byłoby nudne. Dzięki wzajemnemu zrozumieniu mamy poczucie wewnętrznego spokoju, nie musimy się wstydzić siebie nawzajem. Czujemy się zrozumiani i akceptowani takimi, jakimi jesteśmy.

Nie wspominam już o takich oczywistościach jak przytulanie, czułość i poczucie bliskości, które są niczym spoiwo łączące fundamenty miłości. To wszystko składa się na głębsze, pełniejsze i prawdziwe relacje z partnerem. Teraz kiedy już poznaliśmy to, co najważniejsze dla związku, zapewne nasuwa się Wam pytanie: Jak dokonać tego wszystkiego w związku na odległość? Nie dam Wam na to jednoznacznej odpowiedzi, mogę tylko opisać swoje doświadczenie.