Okres jest obrzydliwy – przestańmy o nim mówić!

Okres jest obrzydliwy – przestańmy o nim mówić!

Wałkowany jak ciasto temat, w którym porusza się nieodłączny element dojrzewania u kobiet. Chyba jednak wałkowany zbyt mało, skoro hasło „okres jak to wygląda” jest na drugim miejscu w wyszukiwanych informacji w Google dotyczących tematów menstruacji. Dlaczego wstydzimy się miesiączki i wciąż jest uznawana za temat tabu? Dlaczego nie potrafimy o niej swobodnie rozmawiać? Dlaczego dziewczynki próbują przyklejać podpaskę do pochwy, a nie na bieliznę? Przeczytaj, dlaczego okres jest obrzydliwy, a nie powinien być!

Do tego wpisu zainspirował mnie artykuł na hellozdrowie.pl, jak i sama dyskusja pod postem, w którą się włączyłam.

Wstyd! Przestań mówić o miesiączce

Nie rozumiem tego. Naprawdę, bo każda kobieta ma lub miała okres. Nie rozumiem, dlaczego wstydzisz się rozmawiać i nazywać rzeczy po imieniu. Menstruacja, okres, krew, podpaski, tampony to naturalna rzecz dla każdej z kobiet i tu naprawdę nie ma powodu do wstydu. Rozumiem, że możesz krępować się podczas rozmowy z facetem, to oczywiste jednak osobiście uważam, że okres nie powinien być powodem do wstydu przed płcią przeciwną. Dlaczego kobiety wstydzą się mówić o okresie? Myślę, że może to wynikać ze stereotypów i postrzegania okresu w rodzinie, jako wstydliwego elementu dojrzewania. Wstydzimy się, bo tak nas nauczono. Nie tylko w domu, bo w szkole podczas zajęć z wychowania do życia w rodzinie, czy na przyrodzie, klasy zawsze były dzielone na chłopców i dziewczynki podczas omawiania okresu dojrzewania. Dlatego uważam, że wstyd o okresie jest nabyty. Mówi się o nim jak o złu koniecznym.

Menstruacja co to? Gdzie przykleić podpaskę?

Skoro wciąż pojawiają się takie zapytania w wyszukiwarce jak „menstruacja co to„, to jestem skłonna uwierzyć w niedostateczną edukację seksualną w szkołach, czy nawet tą po stronie rodziców. Czytając artykuł na hellozdrowie.pl pojawia się stwierdzenie:

„Wiem o dziewczynkach, które próbowały przyklejać podpaskę do ciała, nie majtek” – mówi Katarzyna Banasiak, edukatorka seksualna

Nie będę tutaj podważać kompetencji Pani Banasiak, jednak naprawdę nie chcę mi się wierzyć, że mamy aż takie średniowiecze na temat menstruacji. Nastolatki są inteligentne i chętnie korzystają z Internetu w poszukiwaniu informacji z różnych dziedzin. Z drugiej jednak strony myślę, że to rodzice powinni wytłumaczyć nastolatce, jak używać podpasek, czy tamponów. Taka dygresja do powszechnej opinii wśród wielu rodziców – nie, tampony nie uszkadzają błony dziewiczej.

A co jeśli to prawda? Pozostaje mi tylko złapać się za głowę, w jakim świecie żyjemy. Za moich czasów jak dostałam pierwszą miesiączkę, to mama wręczyła mi podpaskę i wytłumaczyła jak ją „obsługiwać”. W szkole również uczono nas o podpaskach i różnicach między wkładką higieniczną. Czy nawet o aplikacji tamponów i o tym, jak dobrać rozmiar tamponu do obfitości okresu.

Miesiączka to nie choroba – nie migaj się od pracy!

Okres w pracy to temat rzeka i mogłabym zrobić osobny wpis na ten temat (nie wykluczam tego). Dzisiaj jednak odniosę się do dyskusji na Facebooku. Pod postem na fb napisałam, że miałam tak silne bóle w pracy, że poprosiłam szefa o zastępstwo. Zaraz poleciał na mnie hejt, że migam się od pracy. Ten hejt był od kobiety i to jest obrzydliwe! Nie okres jest obrzydliwy, a to, że nawet w sprawie menstruacji kobieta, kobiecie jest wilkiem.

Ból podczas okresu jest tak nasilony, że nie pomagają żadne medykamenty. Czasami nawet Ketonal ledwo sobie radzi. Z takimi problemami boryka się bardzo dużo kobiet, ja również. Nie można mierzyć wszystkich jedną miarą. Jeśli Ty masz miesiączkę prawie bezbolesną, to każda kobieta tak ma. Nie, nie każda. Ból podczas okresu często prowadzi do omdlenia i osłabienia całego organizmu. Do tego dochodzą inne objawy takie jak bóle pleców, wymioty, czy biegunka. I nie wyobrażam sobie pracować w takim stanie. Z tego miejsca dziękuję wszystkim moim byłym pracodawcom, dla których okres nie był tematem tabu i mieli w sobie tyle empatii, że bez problemu znajdowali zastępstwo, dawali bezpłatny urlop, czy nawet przyjmowali L4.

Miesiączka w pracy to nie powód do wstydu i pracy w bólach

Kobieto nie wstydź się mówić o okresie, nie wstydź się powiedzieć: źle się czuję nie dam rady. Twój pracodawca, jeśli ma w sobie trochę empatii i rozumu, to będzie wiedział, że dla niektórych kobiet czas menstruacji jest okresem wycieńczenia i walki z bólem.

Obnażanie okresu – czyli krew na majtkach i podpaski z krwią w reklamach

Dla mnie nie ma tabu w życiu codziennym. Nie wstydzę się okresu i rozmów o nim. Jest naturalną częścią etapu dojrzewania u kobiet i powinno się o nim mówić głośno. Uważam jednak, że faktycznie pokazywanie zakrwawionych majtek, czy podpasek jest obrzydliwe. Może nie tyle obrzydliwe, co zbyt dosadne. I zgadzam się częściowo z cytatem z artykułu hellozdrowie.pl dotyczącego publikacji zakrwawionych majtek przez Kaya Sulczewska.

„Fuj, po co to pokazywać, po co o tym mówić, ja wiem, że to fizjologiczna sprawa, ale swoją kupę też byś pokazała?”

Mówić należy i to głośno! Zgadzam się jednak z porównaniem do kupy. Skoro nasze fekalia też są naturalne, to wstawmy zdjęcie obsranych majtek na Instagrama.

A Ty, jaki masz stosunek do okresu? Jest dla Ciebie powodem do wstydu, czy rozmawiasz o nim swobodnie? Podziel się w komentarzu.

Vinted czy Allegro – co lepsze dla osoby prywatnej?

Vinted czy Allegro – co lepsze dla osoby prywatnej?

Chcesz sprzedawać swoje rzeczy, ale nie wiesz gdzie lepiej? Vinted czy Allegro? Dzisiaj porównam dla Ciebie te dwie platformy, która z nich okaże się lepsza dla osoby prywatnej? Jeśli chcesz podreperować swój budżet, to koniecznie czytaj do końca!

Na Allegro oczywiście można znaleźć wszystko, co się tylko chce. Vinted natomiast kojarzy się ze sprzedażą i zakupem ubrań nowych i używanych. Gdzie lepiej sprzedawać, jako osoba prywatna ciuchy używanie, gadżety i akcesoria?

Allegro po zmianach, to już nie to samo

Bardzo dawno temu napisałabym Ci, że Allegro to świetna platforma dla osoby prywatnej, która chce sprzedać swoje nadprogramowe rzeczy. Dzisiaj już tak nie twierdzę. Dlaczego? To proste Allegro jest dobre dla dużych graczy i sklepów. Osoby prywatne owszem mają szansę na sprzedaż, ale nikną wśród ofert gigantów. Tak, jak kiedyś sprzedaż na Allegro zamykała się w miesiącu, tak teraz, żeby coś sprzedać trzeba czekać naprawdę długo. Szczególnie jeśli mówimy o sprzedaży odzieży używanej z prywatnej szafy, to już w ogóle uważam, że na Allegro nie ma szans.

Na Allegro pierwszy raz zarejestrowałam się w 2006 roku, czyli 14 lat temu. Później założyłam nowe konto, bo skleroza nie boli i straciłam też dostęp do e-maila przypisanego do Allegro. Od 12 lat raz na jakiś czas sprzedawałam tam swoje rzeczy, które były mi zbędne a mogły się komuś jeszcze przydać. Stwierdziłam jednak, że zwyczajnie na Allegro mi się nie opłaca.

Wystawiłam kiedyś książki, całą sagę ok. 20 sztuk. Sprzedałam ją za 260 zł z czego wysyłka pocztą polską – 38 zł. Zostaje 222 zł – prowizja Allegro i na czysto otrzymuję 196 zł. Niby 26 zł, to nie dużo, ale z tego jeszcze muszę zapłacić za wystawienie przedmiotu. Kolejny przykład – puder tytanowy do stylizacji paznokci. Sprzedawałam nowy (mój koszt przy zakupie 70 zł), wystawiłam na allegro za 50 zł. Prowizja Allegro 15 zł. Zostaje 35 zł. Oczywiste, że zawsze rzeczy nawet jak sprzedajemy nowe, które sami nabyliśmy tracą na wartości. Jednak nie na tyle, żeby „pozbyć się ich pół darmo”.

Co mnie irytuje w sprzedaży na Allegro?

Prowizja to oczywiste. Kolejna rzecz, to nowe zmiany. Oceny sprzedającego, na które przecież pracuje się cały czas poznikały, bo Allegro miało takie widzimisię. Następna sytuacja, która mi się przytrafiła to problem ze zdjęciami, które wg. Allegro nie były prawdziwe, bo zdjęcia były na białym tle. Robiłam wietrzenie szafy i spędziłam miesiąc na przygotowaniu ciuchów do sprzedaży. Zdjęcia, obróbka tła, ściągnie wymiarów itd. Wszystkie zdjęcia miałam na białym tle i po wystawieniu ciuchów na Allegro otrzymałam informację, że zdjęcia mają zostać zmienione, bo w przeciwnym razie Allegro usunie wszystkie aukcje. Dodam, że sprzedawałam ciuchy używane oczywiście, jako osoba prywatna z własnej prywatnej szafy.

Moje przygody z Allegro zniechęciły mnie do sprzedaży czegokolwiek. Obecnie Allegro stało się platformą, która skupia w sobie wielkie marki i głównie nastawiona jest na to, że sprzedawcą jest firma, a nie osoba prywatna. Czasem jeszcze coś tam wystawiam, ale z reguły po miesiącu braku zainteresowania przenoszę wszystko na Vinted. Jeśli chcesz kupować na Allegro, to oczywiście świetna platforma, szczególnie z opcją Smart. Jeśli jednak myślisz o sprzedaży, jako osoba prywatna – odradzam.

Vinted second-hand online, na którym sprzedasz nie tylko ciuchy

Jeśli jeszcze nie wiesz czym jest Vinted, to Ci wyjaśnię. Na Vinted sprzedasz i kupisz nie tylko ciuchy damskie, ale też odzież dziecięcą, męską, czy akcesoria. Rzeczy wystawiasz za darmo, a platforma nie pobiera żadnej prowizji od sprzedaży. Nie jest to porównywalna platforma do Allegro jeśli chodzi o sprzedaż elektroniki, czy kosmetyków (chociaż i te na Vinted są sprzedawane). Jednak dzisiaj skupiamy się głównie na odzieży i akcesoriach. Na Vinted jestem zarejestrowana od ok. 7 lat. Przyznam Ci się szczerze, że miło się patrzyło, jak platforma się rozwija i zmienia. Te 7 lat temu było o wiele mniej możliwości, mniej kategorii i łatwiej o oszustwa. Szczególnie jeśli w grę wchodziły wymiany.

Zmiany na Vinted – czyli co zmieniło się przez 7 lat mojej sprzedaży na platformie

Przede wszystkim support jest zdecydowanie bardziej pomocny niż kiedyś. Jeden dzień to maksimum oczekiwania na odpowiedź. Ponadto Vinted wprowadziło zmiany w sprzedaży. Pojawiła się możliwość „kup teraz” i dedykowane dostawy, które są stosunkowo tańsze, dzięki czemu ludzie chętniej kupują. Jest zabezpieczenie transakcji, co również wzbudza większe zaufanie u kupujących. Przy zakupie wpłata od kupującego trafia do Vinted i jest tam, dopóki osoba nie potwierdzi otrzymania paczki. Po potwierdzeniu pieniądze trafiają na Twój portfel Vinted, z którego możesz wypłacić pieniądze (bez żadnych prowizji) na swoje konto w banku.

Wysyłka dla sprzedającego jest uproszczona. Jeśli wysyłasz za pomocą paczkomatu otrzymujesz od Vinted wygenerowaną naklejkę na paczkę. Do wyboru jest jeszcze wysyłka przez punkt odbioru, czyli Ruch lub dedykowana wysyłka sprzedającego, czyli kurier, którego kwotę sam ustalasz. Nawet jeśli chcesz podbić (wyróżnić przedmiot), to jest to o wiele tańszy koszt niż na Allegro. Podbicie przedmiotu na stronę główną Vinted to ok. 3 zł.

Co irytuje mnie w Vinted?

Jeśli mam porównać obecne działania platformy do tego sprzed 7 lat, to nic. Jedyną rzeczą, która nie jest już zależna od platformy, a od kultury ludzi to brak odpowiedzi przy zapytaniu o przedmiot. Przykład: ktoś pyta Cię o wymiary, Ty mu odpisujesz i później zero kontaktu. Ani dziękuję, ani kupuję, ani nic. Jednak takie sytuacje nie są z kolei nagminne. Jakbym miała szacować, to na ok. 20 kupujących trafią się takie 3 czy 4 osoby.

Polecam Ci Vinted
Nie dlatego, że jest to link afiliacyjny, a dlatego, że korzystam z tej platformy już 7 lat!
I naprawdę można sprzedawać bez prowizji.

Która platforma do sprzedaży jest lepsza dla osoby prywatnej?

Chociaż polecam Ci Vinted do sprzedaży odzieży używanej lub nowej, czy akcesoriów. To do elektroniki i powiązanych gadżetów lepsze będzie Allegro. Jednak, że wpis miał się skupić na odzieży, to bezapelacyjnie wygrywa Vinted. Osoba prywatna z używanymi ciuchami nie ma siły przebicia na Allegro wśród sklepów i „allegrowych” gigantów, którzy zawsze są na czele.


Wpis nie jest w żaden sposób sponsorowany przez platformę Vinted i Allegro.

Link do Vinted jest linkiem afiliacyjnym i jeśli zarejestrujesz się na platformie otrzymam niewielki bonus.

Sprzedawca – skończony cham, prostak i podludź

Sprzedawca – skończony cham, prostak i podludź

Jeśli masz wrażenie, że w sklepie obsługuje Cię cham, a nie sprzedawca to przeczytaj ten tekst do końca i zrób rachunek sumienia.

Służebność zawodu sprzedawcy… Klient nasz Pan. TO TWOJA WINA!!
No cóż, „w czym mogę pomóc” to nie oznacza, że jestem Twoim lokajem i możesz mną zamiatać podłogi. Klient nasz Pan? Serio chyba masz problem z nadinterpretacją pewnych określeń.

złe spojrzenie sprzedawcy

Ja kompletnie się do tego zawodu nie nadaję. Tak wiem, zmień zawód. Problem w tym, że jednak lubię swoją etatową pracę i lubię pracować z ludźmi (miłymi i uśmiechniętymi, a nie roszczeniowymi nowobogackimi).
Jednak jestem z tych, że gdyby wzrok mógł zabijać, to pewnie już byłbyś martwy. Cóż, taki mam wyraz twarzy. Uwierz mi, nie kontroluję tego. Tak już jest, no ale nie będę tu rozprawiać o mojej facjacie.

Sprzedawca – cham i prostak

#Jak to Pani nie ma wydać ze 100 zł? Przecież kupuję spinkę za 9,90 zł

A no tak to? Nie mam obowiązku wydawania reszty. Jeśli fizycznie nie mam takiej możliwości. Nie wierzysz? Przeczytaj Art. 535 KC.
W jego treści nie ma mowy o wydaniu reszty. To proszę iść rozmienić i mi wydać. To proszę k***a wyjść mi ze sklepu, żebym mogła go zamknąć i iść rozmienić. A i proszę wyprosić we własnym zakresie pozostałych klientów.

Płacąc gotówką powinniśmy mieć odliczoną sumę – Małgorzata Cieloch, rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

#Jak to zamyka Pani sklep? Zgłoszę to do kierownika!

To sprzedawca nie nosi pieluch w pracy? Sprzedawca też człowiek i do toalety wyjść musi. Jeśli jest sam to bardzo mi nie przykro, ale sklep zamknąć musi. Koniec kropka. Sytuacja autentyczna „To niedorzeczne nie było Pani 5 minut, co tak długo można robić w toalecie. Pójdę na skargę do kierownika. Zwolnią Panią!” yyy serio? I co powiesz? Proszę zwolnić Panią XYZ, bo poszła srać? Ojej może jeszcze dyscyplinarkę mi dadzą, bo wyszłam do toalety.

#Zamykacie? Ja tylko przyszłam po…

czas zamknięcia

Sklep jest czynny do 21.00.
20.59 ja tylko po kolczyki. Bardzo przepraszam, ale o 21.00 system się blokuje i nie będę mogła Pani obsłużyć. Jak to? Ja zawsze trafiam na blokadę systemu, nawet kolczyków nie można kupić.
Może po prostu trzeba przyjść szybciej na zakupy niż o 20.59?


#Nie widzisz, że płacę kartą? Ślepa jesteś, czy co?

Niestety, sprzedawca to nie jasnowidz! Jak do jasnowidza to polecam Krzysztofa Jackowskiego z Człuchowa, ponoć lepszego nie ma. I stoi i się patrzy, jak ciele w malowane wrota. Zamiast po prostu powiedzieć „kartą zapłacę”. A nie przepraszam, jak wyciągasz kartę z portfela, to napływa we mnie dar jasnowidzenia i przewiduję, że zamierzasz nią zapłacić. Jednak zapewniam Cię, że jeśli nie wyciągniesz nawet portfela, to nie mam pojęcia, czym będziesz płacić.

Wiecie co? To oklepane, ale polecam wszystkim sprzedawcom użyć magicznego skilla i zapytać „płatność będzie kartą, czy gotówką?” – działa i można obsługiwać klientów bez problemu.

#Pluję Ci na głowę, ale wierz mi na słowo, że to deszcz pada

Klient nasz Pan powiadasz? W pewnym sensie Cię rozumiem. Przychodzisz, wydajesz swoje pieniądze w miejscu mojej pracy. A ja dostaję wypłatę. Jednak zapewniam Cię, że nie daje Ci to przyzwolenia na traktowanie mnie, jak gówno i człowieka gorszego sortu. Mogę robić dobrą minę do złej gry i ładnie się uśmiechać, kiedy mnie obrażasz. Jeśli przekroczysz granicę, odbiję piłeczkę ze zdwojoną siłą.

#Szukam czegoś różowego… Kolczyków tylko nie za długich

Pierdyliard godzin później po pokazaniu całego asortymentu różowych kolczyków. O! Te srebrne, długie i z cyrkoniami będą idealne! Dlaczego nie pokazała mi ich Pani wcześniej? Hmm zastanówmy się… Bo pytałaś o różowe, niezbyt długie kolczyki?

#ile to kosztuje? To Pani nie zna cen?

W moim miejscu pracy w przybliżeniu mam ok. 16 tysięcy sztuk asortymentu. Nawet Einstein nie zapamiętałby wszystkich liczb. A i niestety z drugiego końca sklepu nie widzę metki z ceną, którą trzymasz w ręku.

#Moje dziecko jest niewinne!

Co z tego, że jak biega po sklepie może uderzyć głową np. w szklaną półkę. E tam. Zwróć takiej uwagę, to Cię pożre wzrokiem i jeszcze wdepcze w ziemie. Przecież, jej aniołek może wszystko. Nie wspomnę już o tym, że sklep to nie plac zabaw i przedszkole. Sprzedawca to nie niańka…

#Tylko to jest? Nie ma tego samego w innym kolorze/rozmiarze etc – dopisz, co chcesz

Ależ skąd… Droga Pani, chowam wszystko pod ladą. Tak dla zabawy, żeby klient nic nie kupił. Jeśli grzecznie odpowiadam po raz setny, że czegoś nie ma. To znaczy, że nie ma.

#Dlaczego tak drogo?

Po prostu to uwielbiam. Uwielbiam, gdy zadajesz mi to pytanie. Po pierwsze nie ja ustalam ceny, ja tu tylko pracuję – sprzątam, układam, sprzedaję i się uśmiecham (chyba że wyprowadzisz mnie z równowagi – to już się nie uśmiecham). Po drugie, jeśli jest dla Ciebie za drogo – IDŹ GDZIE INDZIEJ.

#Ucz się, bo jak nie to skończysz jak ta Pani za ladą

Serio? Tak uczysz swoje dziecko szacunku do innych? Sprzedawca to trudniejszy zawód, niż siedzenie i pierdzenie w stołek za dyrektorskim biurkiem. A gwoli ścisłości, SZACUNEK należy się każdemu człowiekowi!

Mogłabym jeszcze dużo sytuacji opisać. Nie chcę jednak, żebyście czytali niecenzuralne słowa i uczyli się polskiej łaciny.

Powyższe pomnóż razy 100+. Jeśli nadal nie wiesz, dlaczego czasem sprzedawca nie wita Cię z szerokim uśmiechem na twarzy, to już nigdy nie zrozumiesz.


Czujesz to samo? Udostępnij post innym sprzedawcom ku pokrzepieniu serc! Niech wiedzą, że nie są sami.

Zaraz, zaraz! Ja nie jestem stronnicza – dlatego w komentarzu śmiało podziel się tym, co Cię denerwuje w sprzedawcach! Może akurat Twoja wypowiedź pojawi się w kolejnym wpisie.

Kler w fali krytyki – obnażone tabu czy fikcja?

Kler w fali krytyki – obnażone tabu czy fikcja?

Daleko mi do recenzji filmowych, chociaż filmów oglądam dużo. Jednakże nie raz pisałam o tematach tabu, takich jak anoreksja, czy pedofilia. Postanowiłam również napisać, co myślę o filmie Kler.

Kler Wojciecha Smarzowskiego to film, który dla wielu osób jest  kontrowersyjny, szokujący, a nawet niesmaczny. Porusza temat życia kościelnego, które odbywa się za zamkniętymi drzwiami bez wglądu dla wiernych. Obnaża kościelne tabu, chociaż według wielu widzów jest nad wyraz „nadmuchany” i przekoloryzowany. Według Pana Cejrowskiego film Kler to „plugastwa, które zrobi mi krzywdę”. Zadaję sobie jednak pytanie, jak można recenzować film, po primo nie oglądając go, secundo na podstawie opinii innych osób? Jednak do słów Pana Cejrowskiego wrócę później. Dlaczego Kler to nie jest film dla wszystkich?

Film Kler – prawda objawiona czy bujda na resorach?

Zapytałam kiedyś księdza na religii „Dlaczego w Polsce nie można znieść celibatu, przecież księża i tak mają dzieci na boku„. Ksiądz wypowiedział się jedynie o celibacie, o dzieciach ani nie zaprzeczył, ani też nie potwierdził.

Na wsi księdza po kolędzie wieziono na plebanię na pace samochodu, bo uchlał się jak świnia. Inny ksiądz w mieszkaniu obok popijał kielicha z sąsiadką. Kiedy prosisz o posługę, zawsze pada „co łaska”, po czym na stole ląduje magiczny cennik. To nie są rzeczy wyssane z palca, to się dzieje naprawdę. W filmie Kler niektóre sceny są zapewne nieodpowiednie szczególnie dla ludzi, którzy księży uważają za świętość. A pragnę jedynie nadmienić, że ksiądz to człowiek taki sam, jak każdy inny. Wybrał sobie zawód posługi Bogu i są księża, którzy tę drogę obrali z wewnętrznego powołania, ale są też tacy, dla których jest to jedynie wykonywanie zawodu. Wracając jednak do filmu. W moim mniemaniu film pokazuje to, czego wielu nie widzi albo nie chce widzieć.

Kler w fali krytyki – obnażone tabu

Wiele osób nie zgadza się z filmem (mają do tego pełne prawo), przecież nie chodzi o to, aby każdy klaskał i przytakiwał.
Jednak wydaje mi się, że ta fala krytyki wynika jedynie z faktu, że ktoś w końcu odważył się złamać kościelne tabu. Tym samym zaburzając idealną otoczkę wytworzoną wokół duchownych. Najczęściej można przeczytać, że to wrzucanie wszystkich księży do jednego wora. Mam wrażenie, że niektórzy zapominają, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Kto ma otwarty umysł, ten jest w stanie rozgraniczyć pewne rzeczy. Tylko ktoś o ograniczonym umyśle, poprze swoją krytykę argumentem „wrzucanie do jednego wora„. Logicznym jest, że to co przedstawia film Kler nie dotyczy wszystkich księży. Logicznym jest też to, że są to procenty w całej kościelnej rzeszy. I nie zgadzam się z opinią Pana Cejrowskiego:

Wysmażył taką kaszanę, proszę pana, ja tego nie chcę oglądać. Bo wyobraźmy sobie, że identyczny film, z identycznym scenariuszem, ten pan wypuszcza pod tytułem „Lekarze”. Byłaby masa protestów, że nie wszyscy lekarze są pijakami, nie wszyscy gwałcą na dyżurze pielęgniarki, nie wszyscy lecą wyłącznie na kasę, nie wszyscy biorą łapówki. Podpisywanie tej historii jednym tytułem byłoby nieuczciwe dla całej grupy zawodowej. To jest moja najkrótsza recenzja.

Dlaczego się nie zgadzam? Bo sądziłam, że ktoś taki jak Pan Cejrowski ma bardziej otwarty umysł. Dokonał porównania, odnosząc się do tytułu filmu i do recenzji innych osób – nie oglądając filmu. Chociaż muszę jednocześnie zaznaczyć, że w powyższym cytacie jest ziarno prawdy „NIE WSZYSCY” to jest słowo klucz i dziwi mnie zatem fakt, że w przypadku lekarzy Pan Cejrowski potrafi rozgraniczyć pewne aspekty, a w przypadku księży niestety już nie.

Film „Kler” zakazany w Ostrołęce Jedyne kino w mieście „Jantar”  nie wyświetliło filmu. Kino podległe jest prezydentowi miasta – teologa i byłego katechety, a także członka PIS. Przypadek? Nie sądzę.

Ja zakaz traktuję jednoznacznie. Jeśli coś ukrywasz i nie chcesz, aby to ujrzało światło dzienne – zakazujesz tego. Cenzura? Czyżbyśmy cofali się do PRL-u? A gdzie konstytucja i wolność słowa, i wolność twórczości artystycznej?

Dla mnie film Kler jest dobry, ale…

Nie rozumiem, wokół czego tyle szumu. To, co zostało pokazane w filmie było, jest i będzie się dziać, czy tego ktoś chce czy nie. Takie są realia. Realia, które są zamiatane pod dywan.

Uważam, że film jest wart obejrzenia, ale powinny go oglądać osoby o otwartym umyśle, które potrafią pewne rzeczy przyjmować z dystansem. Wiadomym jest, że nie dotyczy się to wszystkich księży. Film nie wywarł jednak na mnie ogromnego wrażenia (jakiego spodziewałam się po kilku recenzjach), ale niektóre sceny były takie, że wolałabym ich nie widzieć. Niemniej jednak warto również zwrócić uwagę na ukazany w filmie związek przyczynowo-skutkowy. Retrospekcje ukazujące traumę i krzywdę księży, idealnie obrazują powstałe późniejsze zaburzenia, dewiacje i skrzywienia – odnośnie do pedofilii. Dopiszę tu jednak, że NIE WSZYSCY skrzywdzeni, krzywdzą.

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi pod tym wpisem. Każdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania, ale w sposób kulturalny. 


Cytaty P. Wojciecha Cejrowskiego – źródło wp.pl
Dlaczego biedronka nie wygryzła osiedlowego sklepu? – case study

Dlaczego biedronka nie wygryzła osiedlowego sklepu? – case study

Większość małych firm boi się gigantów, straty klientów, a  w konsekwencji boją się upadku firmy. Nie raz można było usłyszeć i poczytać, jak gigant niszczy małe handlowe biznesy i osiedlowe pobliskie sklepiki. W tej historii jednak główną wartość ma czynnik ludzki i zaufanie. Jak zatem biedronka nie wygryzła osiedlowego sklepu i do czego doprowadził strach? Poczytacie w dzisiejszym case study.

Biedronka gigant z Portugalii, dla większości właścicieli małych sklepików jest insektem. Jak stonka ziemniaczana, która niszczy uprawy rolników. Biedronki wyrastają, jak grzyby po deszczu, zatem nikogo nie dziwi już fakt, że pojawiają się kolejne hangary i fundamenty pod sieciówkę. Jednak w 2015 roku, jeden z właścicieli osiedlowego sklepu, przy którym rozpoczęto pracę nad budową biedronki, postanowił zrobić protest.  Zapowiedział również  masowe zwolnienia pracowników i w konsekwencji zamknięcie sklepu.  W dniu protestu z nieoficjalnych informacji wiadomo, że zmusił pracowników do wystąpienia z wymownym transparentem.

Biedronka protest

ŹRÓDŁO: HTTP://WWW.PORTALPOMORZA.PL

Oczywiście nie zatrzymało to budowy biedronki, nie pomogły również petycje podpisywane przez klientów w sklepie. Czy właściciel dużo stracił? Szał przy otwarciu biedronki był nieunikniony, każdy chciał zobaczyć, sprawdzić. Tydzień, tyle trwało mniejsze „oblężenie” osiedlowego sklepu. Ludzie byli ciekawi, jak funkcjonuje biedronka w miejscu starej hali gimnastycznej. Jednak czy to sprawiło, że osiedlowy sklepik, który istnieje od 26 lat trzeba było zamknąć? Odpowiedź brzmi: nie.

Co zatem sprawiło, że po 3 latach sklep nadal istnieje, a nawet powiększył swoje rozmiary?

Biedronka jest dyskontem, który oferuje niższe ceny produktów, które wydają się dużo mniejsze niż w innych sklepach. Mimo to sieć 34 nie straciła klientów. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta: przyzwyczajenie, znajomość i zaufanie klientów do tej marki. Z obserwacji dość wnikliwej (mieszkam w okolicy i sama korzystam z obydwu sklepów), mogę wyciągnąć następujące wnioski:

  • ok. 90% osób robi zakupy w obu sklepach
  • ceny produktów wyrównują się (rzecz A jest tańsza w Biedronce, ale rzecz B w sieci 34 Aldek)
  • większość osób w każdym ze sklepów ma „swoje” ulubione produkty
  • Aldek nie stracił klientów, a przeciwnie – zyskał

Pozostaje się tylko cieszyć, nawet Biedronka nie dała rady wygryźć sklepu, który istnieje od 26 lat.


ZZOI: Zwiększ świadomość swojej marki. Zbuduj zaufanie wśród klientów. Oferuj wysokiej jakości produkty/towary/usługi. Inwestuj w rozwój firmy.

8 blogów – podsumowanie października

8 blogów – podsumowanie października

Każdy miesiąc obfituje w pracę, zmiany i nowe pomysły. Na przełomie września i października pierwszą poważną zmianą, jaka zaszła było usunięcie fp pauline pisze. Każdy z obserwatorów otrzymał wiadomość z informacją o zmianie fp. Zmiana ta była wynikiem podłączenia bloga do mojej copywriterskiej strony. Teraz możecie śledzić mnie pod nazwą copywriter freelancer.

Jeśli chodzi o blog, wprowadziłam kilka zmian wizualnych i dodałam kategorię copywork, gdzie przeniosłam wpisy ze starego bloga, a także publikuję nowe. Oczywiście związane z pracą copywritera i ogólnymi zagadnieniami z marketingu i działalności na rynku.

Blogi miesiąca podsumowanie październikowe

Mimo że blogi miesiąca pojawiają się od dłuższego czasu, często mnie pytacie, co trzeba zrobić, aby znaleźć się w podsumowaniu i jak wybieram blogi. Nie da się zrobić nic, żeby znaleźć się w podsumowaniu, ponieważ blogi miesiąca to całkowicie subiektywna lista blogów. Blogi wybieram spośród tych, które odkryję w danym miesiącu i w jakiś sposób powodują, że chętnie do nich wracam.

8 7 blogów października

Ewelina Brzostowska – psycholog, coach i mediator. O samorozwoju, relacjach i pokonywaniu życiowych trudności.

Idea Grafika – ciekawy inspirujący blog z mnóstwem przydatnej wiedzy, fajnymi poradami i wskazówkami.

FitKot – to idealny blog dla miłośników łasuchowania. Pyszne przepisy i fajne inspiracje. Aż ślinka cieknie, sprawdźcie!

Kasia Pszonicka – biznes jest biznes. Z Kasią można się wiele nauczyć i poczytać ciekawe artykuły około biznesowe. Biznesowy must have dla każdego, kto chce się rozwijać.

Basia z bloga smartnest – jak sama pisze „sprytne sposoby na codzienność”. To oszczędna zakupoholiczka, po wizycie u niej na pewno Wasz portfel się nie zmniejszy. Ciekawe pomysły i kreatywność to sposób na smart life Basi.

Dagna Banaś – była u mnie ostatnio na gościnnych występach. Inspirująca postać z mnóstwem pozytywnej energii. Pomaga w biznesie, produktywności i dostarcza ogrom przydatnych informacji.

Karolina z życie 2.0. – kolejna inspirująca kobietka w tym podsumowaniu. Pisarka i fotografka. Chyba nikt tak pięknie nie pisze o codzienności, jak ona.


A Wy, jakie ciekawe blogi poznaliście w październiku?